Wyjazd do USA

Pozory mylą? O podejrzanych praktykach amerykańskich linii lotniczych

27.08.12 07:40
Niemało kontrowersji wywołała jakiś czas temu sprawa pewnego mężczyzny, który poskarżył się na linie lotnicze, gdyż nie pozwolono mu usiąść koło dziecka. Dorosły mężyczyzna, który przysiadł się do samotnie podróżującego dziecka wydał się obsłudze lotu na tyle podejrzany, iż, oczywiście zgodnie z polityką firmy, „poproszono” go o zmianę miejsca. „Prośba” była skuteczna na tyle, że mężczyzna, paląc się ze wstydu (na szczęście był strażakiem), rzeczywiście zmienił miejsce. Swoje poprzednie pozostawił innemu dziecku, a nas wszystkich pozostawił z workiem pytań. Do jakiego stopnia, w imię bezpieczeństwa, powinno się oceniać po pozorach? Czy takie a nie inne potraktowanie owego mężczyzny to szowinizm, czarnoskórego rasizm, a homoseksualisty homofobia? Czy sposób postępowania z pasażerami lotu powinien być ujednolicony?

Kolejna historia. Tym razem bohaterami jest dwójka muzułmanów Rahman i Zaghloul. Rahman jest pracownikiem Uniwersytetu w Memphis. Zaghloul jednym z przywódców religijnych w Muzułmańskim Związku Większego Memphis (Islamic Association of Greater Memphis). Obaj, ubrani w tradycyjne muzułmańskie szaty, wybierali się w maju ubiegłego roku do Charlotte, na, o ironio, konferencję poświęconą dyskryminacji muzułmanów. Nim znaleźli się na pokładzie samolotu, przeszli co najmniej dwie szczegółowe kontrole, w tym jedną przygotowaną „specjalnie dla nich” –  po wywołaniu z szeregu, połączoną z wieloma najrozmaitszymi pytaniami o cel podróży, bagaże itp. Nie znaleziono nic niepokojącego i obaj mężczyźni udali się do samolotu. Wydawało się, że wszystko poszło dobrze i, mimo pewnych dodatkowych niedogodności, które jednak można zrozumieć, muzułmanie dolecą na konferencję. Nagle zdarzyło się coś bardzo nieprzewidywalnego. Chwilę po opuszczeniu przez samolot bramki, pilot poinformował, że maszyna wróci do terminalu. Na miejscu muzułmanów poproszono o opuszczenie samolotu, zostali poddani kolejnej kontroli, bardzo szczegółowej, i po raz kolejny dokładnie przepytani. Mimo, iż raz jeszcze nic nie znaleziono, pilot nie zezwolił mężczyznom na wejście do samolotu, tłumacząc się obawami o komfort innych pasażerów. Wezwany do samolotu pracownik poinformował następnie pasażerów, że każdy kto obawia się lotu z bohaterami tej historii, otrzyma możliwość skorzystania z lotu późniejszego oraz atrakcyjne kupony. Nikt nie miał najmniejszej ochoty, by opuścić samolot. Pilot wciąż także nie miał najmniejszej ochoty – by lecieć jednym samolotem z muzułmanami. Ostatecznie nie polecieli tym samolotem. Dostali możliwość skorzystania z lotu późniejszego. Niedługo później pozwali linie lotnicze Delta Air Lines za takie a nie inne traktowanie, inspirowane nie ich zachowaniem, a jedynie pochodzeniem i wyglądem.

I co dalej? Niby nic. Jak mówi amerykańskie prawo, pilot ma w uzasadnionych okolicznościach prawo, by usunąć kogoś z pokładu samolotu. Jego decyzja nie może jednak opierać się tylko i wyłącznie na pochodzeniu, religii, płci itp. takiej osoby. Muzułmanie sprawę pewnie wygrają, ale decyzja sądu nie jest odpowiedzią na szereg pokrewnych pytań. Jak daleko powinno się posuwać, by, kosztem tolerancji i równouprawnienia bronić bezpieczeństwa? Gdzie jest i czy w ogóle istnieje granica pomiędzy fobią a przezornością?

Niemal każdy jednoznacznie kojarzy datę „11 września 2001”. Tragedia, która pochłonęła życie kilku tysięcy ludzi przyniosła ze sobą jeszcze straszliwsze konsekwencje – nie tylko kolejne życia, poświęcone w Iraku i Afganistanie „Wojnie z terroryzmem”, ale także trudny do zatarcia ślad, którego efektem jest między innymi opisana powyżej historia.

Wielu uważa, iż najtragiczniejsze ze wszystkich skutków „Wrzesień 11-ego” przyniósł Ameryce jako idei. Bo co od zawsze stanowiło o sile Stanów Zjednoczonych i z jakich wartości przez całe dekady były one najbardziej dumne? To przede wszystkim wolność i różnorodność. Wolność, którą prawnie broni już 1. poprawka do konstytucji i różnorodność, która zbudowała Stany Zjednoczone, nadając ich kulturze jedyny w swoim rodzaju, niepowtarzalny charakter. Dzisiejsze Stany to skrupulatne kontrole oraz ciągle wzrastające napięcie społeczne, którego źródłem nie jest oczywiście tylko „Wrzesień 11-ego”. Pojednanie z muzułmanami jako grupą społeczną wydaje się tak dalekie i nierealne, że aż nie warto o tym mówić. Czy powinno się jednak opierać swoją percepcję na strachu i uprzedzeniach i to na ich podstawie kształtować prawo. Czy sprawiedliwość powinna zostać zwyciężona przez obawy?

Wywołująca niezrozumiały strach inność ma wiele twarzy. Może przybrać twarz muzułmanina, udającego się na konferencję, mężczyzny, w najlepszych intencjach zamieniającego się ze swoją żoną miejscem w samolocie, by mogła usiąść przy oknie, siadając tym samym obok lecącego samotnie dziecka bądź... twoją twarz. Człowieka radzącego sobie ze swoimi codziennościami, nie zdającego sobie sprawy, że już niedługo stanie się ofiarą swojego pochodzenia, płci, kultury, przekonań. Potraktowanego jako przestępce, choć nie było przestępstwa.

 

Dwa przytoczone w niniejszym artykule przypadki ukazują, że jeżeli nie odgórny zakaz, to nawet opozycja jednej jedynej osoby może doprowadzić do ukarania kogoś za bycie sobą. Że szczegółowa kontrola nie wystarczy. Muzułmanin wciąż może być przecież groźny, bo w końcu jest muzułmaninem... Jeśli chcemy sprawiedliwości, nie kierujmy się strachem. Jeśli chcemy bezpieczeństwa, dbajmy o bezpieczeństwo fizyczne i psychiczne wszystkich. Czasami wystarczy po prostu dać z siebie trochę więcej.

Adrian Senecki

comments powered by Disqus